Szczęście w czerwonym staniku
“Wybrany numer obecnie jest zajęty”- słyszysz zrezygnowana po raz kolejny w słuchawce telefonu.
O ile słuchawką można nazwać najnowszy model smartphona.
Bezużyteczne badziewie, skoro i tak nie odbiera. Poczekasz.
Nie tym razem, znowu przegrana. Znów ktoś był przed Tobą.
Odpalasz Tindera i szukasz tam wielkiej miłości, tylko po to, żeby na szybko zapełnić jakąś pustkę. Oszukujesz się, że wcale nie o to chodzi, naiwnie wierzysz, że tam nie myśli się tylko o jednej uciesze.
Wciskasz się w ten elegancki stanik, ten na który wydałaś fortunę i w zasadzie to nie masz gdzie go nosić. Świadomość obecności czerwonej koronki pod bawełnianym tshirtem z sieciówki nie sprawia, że Twoja praca staje się ciekawsza a taszczone z Biedronki zakupy lżejsze.To nie jest rzecz na co dzień.
Z zadowoleniem zapinasz ostatnią haftkę i ubierasz TĘ sukienkę.
Wygładzasz ostatnie fałdki materiału, wpinasz kolczyki i idziesz spędzić wieczór przy piwie (o jednym za dużo)
i rozmowie (klejącej się jak stary wafel).
Stwierdzasz, że to niewypał, kolejny zresztą, i dalej czekasz na fajerwerki.
Fajerwerki wskakują przy następnym spotkaniu z “Jestem Inny Niż Wszyscy”, więc czekasz
cierpliwie na swoją szansę. I już wiesz, że wierność nie jest aktem pamięci ani tym bardziej poświęcenia. A fajerwerki okazały się być petardą: niby wywołuje emocje, ale w zasadzie to są kompletnie niepotrzebne. A większość była w Twojej duszy, w której coś się rozlało. A namoknięty papier nie zapłonie.
cierpliwie na swoją szansę. I już wiesz, że wierność nie jest aktem pamięci ani tym bardziej poświęcenia. A fajerwerki okazały się być petardą: niby wywołuje emocje, ale w zasadzie to są kompletnie niepotrzebne. A większość była w Twojej duszy, w której coś się rozlało. A namoknięty papier nie zapłonie.
Czekasz na piątek, piąteczek, piątunio, jak na dzień zmartwychwstania.
Odliczasz kolejne godziny w pracy albo na uczelni albo przy innym obowiązku.
Wieczorem wchodzisz do klubu, wychodzisz mniej lub bardziej stabilnie.
Mogłaś nie pić tamtego ostatniego drinka, zmartwychwstanie w sobotę rano, nad butelką wody. Nie dziekuj.
Albo mówisz głośno: piątek, piąteczek, piatunio, co sugeruje, że Twój plan na ten dzień jest dość imprezowy: Moet,
obcisła sukienka i wysokie szpilki. A kończysz zawinięta w koc, popijając Carlo Rossi, bo ostatni hajs
wydałaś na ten cholerny, czerwony stanik.
I tak sobie czekasz: na cud, na piątek, na miłość, na wakacje, na kogoś kto się w Tobie zakocha.
Szczęście jest tuż za rogiem, ale dopóki nie ruszysz to go nie spotkasz, nie wychyli się do Ciebie samo ani samo do Ciebie nie podejdzie.
Musisz je oswoić, jak dzikie zwierzę.
Najpierw powoli podchodzić, wyciągając delikatnie rękę, nie chwytaj łapczywie w zaciśnięte pięści.
Nie krzycz, nie płacz, nie przeklinaj.
Nie czekaj.
Szczęście znajdziesz wtedy, kiedy pójdziesz do przodu, mając na plecach doświadczenia, porażki,
nauczkę, obdarte od upadków kolana, znajdziesz je wtedy, kiedy ruszysz z miejsca, nie będziesz bezczynnie
czekać, kiedy sama siebie oswoisz.
Szczęście znajdziesz wtedy, kiedy zaczniesz żyć.

Komentarze
Prześlij komentarz