Kopniak z półobrotu
Nasze życie składa się z przypadków. Czasem są wzloty, no i klasycznie, bywają też upadki.
Dzisiaj trochę Wam poopowiadam.
Kiedyś złożyło się tak, że byłam smutna. I o tym nie wiedziałam, ale stan depresyjny pukał do moich drzwi, krzycząc: "ej, nie jesteś fajna!".
I drzwi zaczęły się uchylać a przez szparę zaczęła się sączyć niepewność.
I wtedy poszłam na kawę, a ja nie lubię kawy. A ten krótki wypad zamienił się na posiedzenie przy pustych kubkach w zatłoczonej galerii handlowej. I wtedy przestało liczyć się wszystko. Ja mówiłam, ona słuchała. Ona mówiła, ja słuchałam. I tak jest do tej pory. Mogę mówić o pogodzie, o bolącym serduszku, powierzyć rozterki i pochwalić się sukcesami.
I nie spotykam się z zawiścią, pogardą, niechęcią.
Te otwierające się drzwi zostały zamknięte, takim mocnym kopniakiem z półobrotu. a i klucz, który to kontroluje znajduje się w dobrych rękach.
I ja wcale nie muszę rozmawiać codziennie, wcale nie muszę widywać się regularnie. Wystarczy, że jest. Bo tak wygląda przyjaźń.
Chociaż stwierdzenie, że czas leczy rany powtarzane jest jak mantra i robi się z tego banał, tak teraz mogę powiedzieć, że nie jest to pozbawione sensu, a te sznureczki, które mnie trzymały można już lekko poluzować, bo dzięki wsparciu mogę stanąć na nogach.
Dziękuję, że jesteś.


Komentarze
Prześlij komentarz